Cze 15, 2020

napisała
Ania Bigaj

Genialnie złe zdjęcie. Krótka lekcja wizerunku

Wiedza o budowaniu wizerunku była jeszcze w powijakach, gdy amerykański finansista John Pierpont Morgan już przeczuwał, że zdjęcia mają na niego ogromny wpływ. I że o wizerunek trzeba walczyć. 

Biznesmen żyjący na przełomie XIX i XX wieku dorobił się ogromnego majątku na industrializacji Ameryki. Założył firmy prosperujące do dziś: J.P. Morgan & Company (z niej wykształciły się największe instytucje bankowe dzisiejszego świata), General Electric i U.S. Steel. Własnych pieniędzy miał pod dostatkiem nie tylko dla siebie, ale także… dla Ameryki. W 1907 roku stłumił rozwój paniki bankowej, własnymi środkami gwarantując zwiększenie płynności systemu finansowgo. Po jego śmierci utworzono w Ameryce bank centralny. Wcześniej był nim po prostu J.P. Morgan.   

Morgan był wybuchowy, drażliwy i arogancki. Niespotykanej wielkości bordowy nos, dotkliwie zmieniony przez chorobę skóry miał mieć wpływ na jego charakter. Podobno niewiele osób wiedziało o tym problemie, bo ludzie po prostu bali się zbliżać do wściekłego bankiera!

W 1903 roku J.P. Morgan zamówił portret u malarza, ale nie miał cierpliwości do pozowania. Prace nad obrazem się nie posuwały. Zdesperowany malarz zaproponował, że wykona portret na podstawie zdjęcia. Finansista zgodził się. Dał fotografowi 2 minuty.

Fotograf Edward Steichen był gotowy. Przed wizytą milionera posadził na fotelu woźnego i ustawił odpowiednio aparat i światło. J.P. Morgan po prostu zastąpił woźnego w fotelu i spojrzał w obiektyw. To było pierwsze zdjęcie. Steichen miał wtedy powiedzieć coś, co rozzłościło bankiera, bo ten wbił świdrujące, wściekłe spojrzenie w aparat. Wtedy powstało drugie zdjęcie. 

Pierwsze zdjęcie Morgan zaakceptował i zamówił odbitki. Drugie rozszarpał na kawałki. To na nim z mroku wyłania się nienawistne spojrzenie, groźnie zmarszczone brwi i ściągnięte usta pod masywnym wąsem. Horroru dopełniają detale – błyszczą złoty zegarek i sztylet, który finansista trzyma zaciśnięty w dłoni i celuje w Ciebie.

 

JP Morgan

 

‘Sztylet’ co prawda był tylko światłem odbitym od podłokietnika fotela, ale nie przeszkodziło to, by właśnie to zdjęcie przeszło do historii. Portret kapitalisty żądnego krwi i pieniędzy trafił w gotowe wyobrażenie ludzi o potentatach finansowych. I je utrwalił – do dziś nie lubimy bankierów.

J.P. Morgan zapłacił za pierwsze zdjęcie 500 dolarów, a potem przez trzy lata zabiegał o odkupienie drugiego zdjęcia, płacąc wreszcie za odbitki 5000 dolarów. Nigdy nie udało mu się odzyskać oryginału. 

Po ponad stu latach od tej historii nie musimy już polegać wyłącznie na instynkcie, gdy pracujemy nad swoim wizerunkiem. Wiemy już na przykład, że na zrobienie zdjęcia warto poświęcić więcej niż dwie minuty, unikać stereotypowych ujęć i foteli z błyszczącymi podłokietnikami. 

A kolejny post będzie o innych błędach, których należy unikać w fotografii wizerunkowej, już jak najbardziej dwudziestopierwszowiecznej. 

Napisz komentarz